Wielka beka ze SZKOŁY W TVP – czyli śmiech przez łzy

Kilka dni temu Telewizja Polska rozpoczęła emisję programów edukacyjnych pod szumnym tytułem „Szkoła z TVP”. Program od razu zyskał gigantyczną wręcz popularność i uznanie milionów widzów. Niestety, chyba nie o ten rodzaj chwały chodziło jego twórcom, bowiem stał się on głównie pośmiewiskiem, tematem video-memów i żartów, a nie pomocą dla uczniów, którzy zamiast z niego korzystać, mają gigantyczną bekę.

Czy rzeczywiście jest się z czego śmiać? Musze przyznać, że niestety tak, bo oglądając krążące po sieci filmiki można nie raz parsknąć śmiechem w zupełnie niekontrolowany sposób. Jednak jak się dobrze nad tym zastanowić to jest to jednak śmiech przez łzy … i to za osławione dwa miliardy.

to jest okrąg o średnicy 2 miliardów
źródło: dziennikzachodni.pl

Gdy po raz pierwszy usłyszałem o tej koncepcji, przyklasnąłem jej i z całego serca trzymałem kciuki. Sam jestem ojcem siódmoklasisty i na co dzień widzę jak trudno mu ogarnąć stertę zadań bez normalnych zajęć. Jak wiele czasu i energii musimy razem włożyć, aby przyswoił materiał, bo do tej pory podstawa programowa nie została zmodyfikowana i nauczyciele muszą „lecieć z materiałem” jak gdyby nic się nie stało. Polska szkoła niestety okazała się nieprzygotowana na zaistniałą sytuację. Nauczyciele (w sporej części) niestety nie ogarniają narzędzi on-line, nie znają programów i platform edukacyjnych. Nikt ich nigdy w tym kierunku nie kształcił. Dziś często jedynym kontaktem szkoły z uczniem jest zatykający się Librus lub zwykły e-mail, którym co najwyżej można wysłać zadania do odrobienia.

Dlatego też projekt „Szkoła z TVP” przyjąłem z prawdziwym entuzjazmem. Wydawał mi się on wręcz wybawieniem zarówno dla uczniów jak i nauczycieli, a do tego po raz pierwszy od lat miałem poczucie, że Telewizja Polska będzie naprawdę realizować misję…

No właśnie… i tu zaczął się problem, a w zasadzie jego egzemplifikacja w postaci wyemitowanych lekcji. Natychmiast pojawiło się wiele opinii dotyczących nauczycielek występujących przed kamerami, że pokazują stan polskiej edukacji i poziom zajęć szkolnych, których rodzice na co dzień nie widzą. NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Problem leży zupełnie gdzie indziej.

Kompletnie nie wiem dlaczego przed kamerami postawiono zupełnie nieprzygotowane do tego osoby. Czemu dopuszczono do anteny Bogu ducha winne, zestresowane nauczycielki nie mające zielonego pojęcia o tym jak pracuje się w studiu. Dlaczego narażono na szwank ich wizerunek i kompetencje merytoryczne. Nie rozumiem czemu nikt nie zdał sobie sprawy z tego, że wpuszczenie do studia (nawet najlepszych nauczycieli), ale bez telewizyjnego warsztatu będzie musiało skończyć się totalną klapą i kompromitacją?!

mem z BESTY.pl
źródło: besty.pl

Dlaczego nie poświecono czasu i energii aby osoby występujące na wizji przygotować choć trochę do tego zadania. Mikrofony i kamery są bezwzględne i o śmieszność jest bardzo łatwo, o czym przekonał się nie jeden dziennikarz czy celebryta. Przez wiele lat pracowałem z ludźmi anteny, których dziesiątki przeszło przez moje ręce i wiem, że jest to trudna, mozolna codzienna praca, ale efekty da się osiągnąć. Nie wolno natomiast wpuszczać na antenę osób do tego nieprzygotowanych.

Nie rozumiem też jak można było publikować materiały bez uprzedniej obróbki, tak aby wyeliminować ewidentne pomyłki i poprawić kompromitujące fragmenty. Dlaczego tych lekcji nikt nie reżyserował lub chociaż nie nadzorował pod względem merytorycznym i … estetycznym. Dlaczego nie przeszły one choćby najprostszej kolaudacji?

Niestety ofiarą padły nauczycielki, które przez lata będą nosić w sobie traumę niechcianej i niezawinionej popularności.

Winna jest wyłącznie telewizja, która jak widać najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia na temat produkcji programów edukacyjnych…
Powiem więcej: należałoby zapytać czy TVP ma jakiekolwiek kompetencje do produkcji innych programów niż licencyjne show rozrywkowe, „tanie” seriale czy drogie widowiska estradowe (są jeszcze transmisje sportowe i programy informacyjne, ale to zupełnie inny rozdział). Aż nie chce mi się wierzyć, że publiczny nadawca utracił tak istotne kompetencje, że nie potrafi dopilnować misyjnego i strategicznego wręcz projektu. Rozumiem, że czasu było niewiele, ale dałoby się to wszystko zrobić na profesjonalnym poziomie. Telewizja ma odpowiednie moce przerobowe, sprzęt i pieniądze. Ludzie też są na Woronicza lub dostępni na rynku. Wystarczyło tylko zrobić wszystko jak trzeba i nie byłoby „Wielkiej Beki ze Szkoły z TVP”.

Pomysł był naprawdę dobry, niestety wyszło jak zwykle… szkoda.