Afera bestcen(n)a

Pewnie większość z Was czytała już o aferze związanej z popularnym sklepem bestcena.pl, który zamiast sprzedawać dzierżawił telefony klientom, którzy byli przekonani, że stają się ich właścicielami.  (więcej przeczytasz tu: https://www.spidersweb.pl/2020/01/bestcena-genius-wynajem-telefonow.html)

O co chodzi w tej aferze? 

Jak dotąd żaden z klientów firmy nie ucierpiał, nikt nikomu towaru nie odebrał, nikt nie żądał dodatkowych pieniędzy, nie upominał się o odsetki i pewnie się nie upomni, bo koszt dzierżawy to ledwie 2 eurocenty rocznie, czyli 2 Euro za 100 lat najmu.

Firma za to chwali się  milionem zadowolonych klientów, którzy dostali towar sporo tańszy niż w sklepach stacjonarnych, a swą radość udostępnili na opineo, ceneo i allegro.

Czy klienci zostali nabici w butelkę? 

Z całą pewnością zostali nieco „niedoinformowani”, choć wszystko szczegółowo opisuje regulamin wciąż dostępny na stronie, a każdy klient składając zamówienie potwierdzał, że się z nim zaznajomił i go akceptuje. Do tego faktura, jaką otrzymał mówiła o usłudze, a nie zakupie i nie wyszczególniała VATu.

O co więc chodzi? Ano o wspomniany wyżej VAT, co potwierdza trwająca ponoć kontrola skarbówki. Najpewniej nie chodziło o naciąganie klientów, a o niepłacenie wspomnianego podatku, a to z kolei pozwalało na znaczne obniżenie cen dla klientów, a firmie gwarantowało dobry zarobek, bo żadna konkurencja nie mogła oferować tego towaru w choć zbliżonej cenie (wiem to, bo analizowaliśmy ten fragment rynku przy jednym z prowadzonych projektów).

Jak to mogło działać? Bardzo prosto: kupując towar za granicą płacisz cenę z zerowym VATem. Sprzedając towar w kraju musisz doliczyć 23 % podatku, który następnie rozliczasz w skarbówce. W przypadku bestceny nie było mowy o sprzedaży (poza transakcjami B2B), a o najmie w cenie 0,02 Euro rocznie, natomiast pieniądze, które wpłacał klient stanowiły jedynie kaucję o wartości netto przedmiotu najmu (mechanizm stosowany w wielu wypożyczalniach)… ot i cała mechanika. Nie ma sprzedaży, nie ma VATu od sprzedaży, a kaucja to tylko kaucja – proste.

Co grozi klientom? Na ten moment w sumie niewiele. W zasadzie mogą dożywotnio korzystać z wynajętego sprzętu. Być może za 100 lat ktoś poprosi wnuki o 2 Euro, o ile firma przetrwa wiek. Teoretycznie nie można tego sprzętu odsprzedać, ani podarować. Problemy mogą być z serwisem gwarancyjnym, choć wcale nie muszą.

Pozostaje tylko pytanie: co będzie po kontroli skarbówki i jakie regulacje zostaną zastosowane, bo z całą pewnością jest to bardzo kreatywna forma ominięcia przepisów podatkowych. Walka będzie ostra, bo z grubsza szacując (jeżeli prawdą jest „milion zadowolonych klientów”) może chodzić nawet o ćwierć miliarda złotych potencjalnie należnego VATu.  Sprawa wygląda na ciekawą i rozwojową.